Moja miejska dżungla – część pierwsza

Wspominałam już pewnie raz czy dwa o mojej lekkiej roślinnej obsesji. Nie wiem dokładnie kiedy mój dom zaczął się zapełniać zielenią, ale na pewno nie jest to tendencja wrodzona. Kiedy ładnych kilka lat temu próbowałam połączyć studia z pracą, mieszkając w dwóch miastach jednoscześnie, nie udawało mi się utrzymać przy życiu chociażby jednej rośliny. Dopiero gdy zaczęłam bardziej interesować się wystrojem wnętrz, dotarło do mnie, że dom bez roślin to po prostu nie to samo.

Dziś chciałabym pokazać Wam część mojej zielonej kolekcji. Niektóre rośliny mam już kilka lat, inne są całkiem świeżymi nabykami.

Na zdjęciu poniżej, zaczynając od lewej: Bananowiec karłowaty, eszeweria i figowiec lirolistny (fikus).

Figowiec sprężysty (znów od lewej), grubosz – drzewko szczęścia, alokazja amazońska i owadożerna kapturnica.

Rozpoznajecie na pewno największą z roślin – to bardzo obecnie popularna Monstera dziurawa. Miałam sporo szczęścia z jej uprawą i obecnie w domu posiadam trzy, z czego dwie wyrosły mi z ukorzenionych liści.
W osobnym wpisie pokażę Wam resztę mojej miejskiej dżungli. Mam nadzieję, że pogoda dopiszę, bo zdjęcia, jak i rośliny potrzebują dobrego światła!

Written By
More from ola

Domowe biuro – inspiracje

Na pewno duża część z Was, podobnie jak ja, pracuje ślęcząc za...
Read More

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *